czwartek, 14 maja 2015

WARSZAWSKI KERCELAK, CZYLI NAJWIĘKSZE TARGOWISKO PRZEDWOJENNEJ WARSZAWY

Kercelak był to, proszę młodzieży socjalistycznej, największy przedwojenny dom towarowy, czyli cedet na świeżym powietrzu, a detalicznie ciągnął się od rogu Wolskiej do rogu Leszna, czyli, jak to się teraz mówi, trasy "We-zet" - tak w 1957 roku Stanisław "Wiech" Wiechecki opisywał w "Expressie Wieczornym". Kercelak, czyli największe targowisko przedwojennej Warszawy. Bazar porównywano do miasteczka, które żyło własnym życiem. Był synonimem ówczesnego stylu bycia, dobrego handlu, a często także niejasnych interesów...

Fot. pochodzi stąd
Kercelak funkcjonował w latach 1867-1944. Początkowo bazar nazywany Wolskim z czasem przyjął nazwę pochodzącą od Józefa Kercelego, ofiarodawcy pierwszych dwóch hektarów gruntu. Całość zajmowała półtorahektarowy obszar i położona była wzdłuż ulicy Okopowej, od jej skrzyżowania z Wolską i Chłodną, aż po Leszno. Kercelak miał nieregularny kształt odwróconej litery "P". Plac wybrukowany był kamieniem polnym poprzecinanym cementowymi chodnikami, przy których stała niezliczona ilość drewnianych budek i straganów, początkowo przeniesionych z placu Grzybowskiego. 


Kercelak na ortofotomapie z 1945 r
Fot. pożyczone stąd.
Początkowo na Kercelaku handlowano paszą oraz towarami z okolicznych wsi. Można było zaopatrzyć się w mleko, sery warzywa, mięso. Była śmietana ustawiona w ogromnych wiadrach, której nigdy nie ubywało, gdyż stale była podsypywana mąką lub twarogiem i dopełniana mlekiem. Z czasem na targowisku można było kupić niemal wszystko, zarówno produkty ekskluzywne, jak i te mniej wartościowe, często też kradzione. Handlowano także gołębiami, papugami, psami, kotami. Część bazaru zajmował tzw. "ręczniak", czyli obszar, gdzie towar sprzedawano z walizek. Dostać tu można było wszystko od flaków z pulpetami do mało używanego forda, nie mówiąc już o takich specjalnościach, jak rasowe gołębie, garderoba męska, gramofony, zegarki bez werków, broń palna, pokarm dla złotych rybek. (…) Nawet bengalskiego tygrysa mógłbyś tam zamówić, ukradliby z ZOO i dostarczyli – wspominał Wiech. 

Na bywalców bazaru czekały też inne rozrywki. Można było posłuchać płyt z gramofonu, zagrać w ruletkę, bączek lub tzw. lotne szulernie. Największym powodzeniem cieszyła się ruletka - uliczne Monte Carlo. "Jeszcze nie było takiego zdarzenia, aby ktoś wygrał od patrzenia... Daj pan na rączkie i zabaw się bączkiem" - takimi tekstami starano się zachęcić klientów do gry. 

Na Kercelaku dominowała ludność z rejonu Woli, Ochoty, Powiśla, Starego Miasta i Muranowa. Targowisko było najczęściej odwiedzane przez dość specyficzną warszawską społeczność, która stworzyła własną gwarę. Częstymi klientami byli mieszkańcy podwarszawskich wsi handlujący na bazarze, którzy chętnie zaopatrywali się w buty czy odzież od innych sprzedających. Spora część tamtejszych bywalców to ludzie biedni, sprzedający i kupujący marnej jakości towar. Ale można było też spotkać arystokrację kupiecką handlującą biżuterią albo robiącą ciemne interesy. Miejsce to przyciągało bowiem także podejrzane indywidua i światek przestępczy. W okresie międzywojennym drobne grupy złodziejaszków podporządkował sobie Łukasz Siemiątkowski, noszący pseudonim „Tata Tasiemka”. Siemiątkowski, który przez pewien czas był radnym Warszawy, a później korzystał ze znajomości politycznych, długo bez przeszkód terroryzował, odmawiających płacenia haraczy kupców. Dochodziło do pobić, a nawet morderstw. Dopiero konflikt wśród skorumpowanych wcześniej polityków i determinacja kupców doprowadziły „Tasiemkę” przed sąd. Jedenastoosobowy gang został rozbity, a jego członkowie skazani na kary od 3 do 6 lat więzienia.**


Łukasz Siemiątkowski, znany jako Tata Tasiemka, na tle Kercelaka
Fot. NAC, ARCHIWUM




Fot. fotopolska.eu
Wiele o Krecelaku słyszano, ale i wiele o nim pisano. I tak np. Zbigniew Pakalski w książce "Warszawa moich wspomnień 1935-1939" pisze: był to jedyny z bazarów, który nie znajdował się we wnętrzu posesji oddzielonej ogrodzeniem od ulicy. Mieszkańcy Warszawy dojeżdżali na bazar tramwajami: "paniusie w chustkach, niektóre z koszykami, panowie w cyklistówkach i z papierosem zgniecionym w kąciku ust. Konduktor głośno przestrzegał, że w wagonie nie wolno palić


Fot. pochodzi stąd.
Natomiast generał Felicjan Sławoj Składkowski - minister spraw wewnętrznych - tak opisywał bazar: Marche aux Puces paryskie i Porto-bello londyńskie to marny szczeniak i dęta imitacja razem wzięte przy pierwszym, jedynym Kercelaku! W ścisku, zgiełku i zamieszaniu Kercelaka można sprzedać i kupić wszystko, i własne, i kradzione. Tu obok kupców i kupujących chodzą tłumy gapiów, andrusów i ukrywających się przed policją rzezimieszków i nożowców. Na placu, w tłumie, nie są oni ścigani, bo groziłoby to krwawymi rozruchami w tak wielkim zbiorowisku ludzkim, podszytym obficie elementem przestępczym.  

Fragment wspomnień Heleny Boguszewskiej dotyczących Kercelaka można znaleźć w książce "Warszawa naszej młodości" (Iskry 1954): Sobota napełnia i nawet przepełnia czworokątny plac targowy ludźmi i rzeczami. Po same brzegi - i poza brzegi - aż się to wszystko przelewa wpływając daleko w głąb Chłodnej i Leszna, Ogrodowej i Wolskiej kramami, koszami, wykrzykiwaniem, zachwalaniem, całym gwałtem i rwetesem sprzedaży i kupna. Z daleka słychać, jak Kercelak huczy. 

Co się działo z Kercelakiem w trakcie wojny? Podczas oblężenia Warszawy w 1939 roku niemal wszystkie budki i stragany spłonęły. Jednak już miesiąc później Kercelak odrodził się na nowo. Podczas okupacji bazar stał się miejscem przedziwnych wymian handlowych. Handlowano głównie towarami rekwirowanymi przez Niemców: naftą do lamp olejem spożywczym, lekarstwami, chlebem, a także bronią, wódką i fałszywymi dokumentami. 


Kercelak w kolorze.
Fot. pochodzi stąd.
W jednym z felietonów  Stanisława Wiecheckiego czytamy:  Tu na drugi dzień po wydaniu zarządzenia o stemplowaniu stuzłotówek, pojawili się zaopatrzeni w przepisowe pieczęcie i poduszki przepojone tuszem „bankierzy”, uskuteczniający stemple identyczne, od ręki, „za jedyne 15 złotych”. Tu przy budce z gorącym bigosem stał sympatyczny blondyn, który oferował przechodniom „autentyczne” niemieckie „ausweisy”*


Pusty plac po Kercelaku
Fot. pochodzi stąd.
Targowisko przepełniali także szmuglerzy kupujący i sprzedający rzeczy wydostawane z pobliskiego getta. W nocy z 1 na 2 września 1942 roku, podczas sowieckiego nalotu, zniszczeniu uległo około 1000 straganów. Na kilka miesięcy przed wybuchem Powstania Warszawskiego Niemcy zlikwidowali bazar. Jak pisze "Wiech": Roiło się tam od zielonych żandarmów, szarych wermachtowców i tajniaków w ceratowych płaszczach, którzy ładowali na auta zagrabione towary, z wściekłością rąbali stragany, tworząc z nich na środku wielki płonący stos. Stojące na Ogrodowej „budy” zabierał na Skaryszewską handlujący naród. Handlarze z Kercelaka przenieśli się wówczas w rejon placu Żelaznej Bramy, natomiast ten nigdy nie odzyskał już swojej świetności. Ostateczny kres targowiska miał miejsce w 1947 roku, kiedy zaczęto przebudowę Trasy W-Z, która przebiegała przez jego środek. Pozostały po nim wspomnienia oraz gwara, której elementy przechowały się do dziś, jak np. słowa: „musiem”, „zamiaruje” oraz powiedzonka opisane przez Wiecha: „w ząbek czesany”, „znakiem tego”, „przypuszczam, że wątpię”. 

W 2012 roku Zarząd Dróg Miejskich umieścił na skrzyżowaniu ulic Okopowej i Solidarności tablicę z nazwą Rondo Kercelak, która upamiętnia historyczny bazar. 


Fot. Dariusz Borowicz/AG


*ausweis - zaświadczenie o zatrudnieniu wydawane Polakom przez okupantów niemieckich
** http://www.kercelak.wola.waw.pl/page/1107,kercelak-w-sercu-woli.html