niedziela, 4 czerwca 2017


Kamienica pod Gołębiami przy Piwnej 6. Zastanawialiście się skąd wzięła się jej nazwa oraz brama zwieńczona rzeźbą gołębi? W ten sposób upamiętniono mieszkającą w kamienicy Kazimierę Majchrzak, pierwszą powojenną mieszkankę ulicy i opiekunkę staromiejskich gołębi, które tam dokarmiała. 




Przed wojną Kazimiera Majchrzak pracowała, jako urzędniczka w PKO. Według relacji mieszkańców, Majchrzak codziennie po pracy kupowała 5 kg ziarna i karmiła ptaki na Placu Zamkowym. Była rozpoznawalną osobą wśród warszawiaków. Jej pasji nie przerwał nawet wybuch II wojny światowej, choć by kupić karmę dla gołębi, Majchrzak musiała zacząć wyprzedawać wszystkie kosztowniejsze przedmioty ze swojego domu oraz wydać wszystkie oszczędności. 

środa, 22 marca 2017

Niemy świadek cierpienia, czyli historia pewnego drzewa


Na drzewo Pawiaka spoglądałem wielokrotnie w długim okresie czasu. Pierwszy raz jako młodociany więzień, pomocnik ogrodnika. Nie robiło ono wówczas na mnie prawie żadnego wrażenia. Rósł sobie wiąz łagodząc zielenią swoich liści przygnębiający nastrój (…) na tym placu znęcali się nad więźniami Niemcy w mundurach DS. Bili pejczami kopali przeraźliwym krzykiem kazali czołgać się po czarnym leszu po wysypanym z kotłowni żużlu. Na ten plac zajeżdżały samochody i tez przy okropnym ryku Schnel!! Schnel!! Hitlerowcy zapędzali do nich więźniów przeznaczonych do obozów zagłady i na egzekucję – wspomina Juliusz Deczkowski, pseudonim „Laudański”, więzień Pawiaka w latach 1941-1942. 



Wiąz limak – słynne Drzewo Pawiackie, świadek niemieckich zbrodni, a także cierpienia i bohaterstwa więźniów wyrósł na dziedzińcu więzienia od strony ulicy Pawiej w 1900 r. Drzewo było miało 12.5 metra wysokości i rozpiętość korony od czterech do pięciu metrów. Obok fragmentu bramy wjazdowej jako jedyne przetrwało wysadzenie przez Niemców Pawiaka, 21 sierpnia 1944 roku. Niedługo potem został wyznaczony przez warszawian do pełnienia roli pomnika. Przybijano tu tabliczki z nazwiskami zmarłych więźniów Pawiaka. Pierwsze tabliczki z nazwiskami ofiar rodziny przybijały bezpośrednio do pnia drzewa już na początku 1945 r. 

wtorek, 1 listopada 2016

DAWNE CMENTARZE WARSZAWSKIE, CZYLI CMENTARZE, KTÓRYCH JUŻ NIE MA

Warszawa, z uwagi na swoją dramatyczną przeszłość historyczną, obfituje w wiele cmentarze oraz mogił czy innych miejsc pochówku, o których nawet nie mamy pojęcia. Na ich miejscu biegną dziś ulice oraz zabudowania. Bardzo często zdarza się, że podczas kopania fundamentów pod nowe budynki, podczas budowy nowych dróg oraz w trakcie prac wodociągowych i kanalizacyjnych, kopacze trafiają na ludzkie szczątki. Czasem są to pojedyncze szkielety, a czasem całe mogiły ofiar albo pozostałości po dawnych cmentarzach. Ślady po wielu z nich zostały utrwalone jedynie w postaci ulotnych zapisków kronikarskich. Ale są też takie, które choć w minimalnym stopniu udało się zachować... 


środa, 27 maja 2015

DAWNIEJ, NA NOWOLIPKACH... - WARSZAWA OKIEM POLI GOJAWICZYŃSKIEJ

"Ona jest dzieckiem Warszawy i choć w jej biografii są epizody związane z innymi miastami, które odwiedzała w pogoni za chlebem i pracą, to ze stolicą związana była najsilniej przez całe życie" - tak mówi o Poli Gojawiczyńskiej dr Jadwiga Zacharska. - "Jest dzieckiem warszawskich rzemieślników, a nawet warszawskiej ulicy, ponieważ przez życie przebijała się samodzielnie. Musiała sama dążyć do osiągnięcia tego, co inni zastawali jako gotowe." Sama pisarka również mówiła, że z Warszawą, którą nazywa swoim miastem, czuje się związana od dziecka i stara się zaszczepić tę miłość córce. Jaka była Warszawa widziana jej oczami? 

Fot. źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

czwartek, 14 maja 2015

WARSZAWSKI KERCELAK, CZYLI NAJWIĘKSZE TARGOWISKO PRZEDWOJENNEJ WARSZAWY

Kercelak był to, proszę młodzieży socjalistycznej, największy przedwojenny dom towarowy, czyli cedet na świeżym powietrzu, a detalicznie ciągnął się od rogu Wolskiej do rogu Leszna, czyli, jak to się teraz mówi, trasy "We-zet" - tak w 1957 roku Stanisław "Wiech" Wiechecki opisywał w "Expressie Wieczornym". Kercelak, czyli największe targowisko przedwojennej Warszawy. Bazar porównywano do miasteczka, które żyło własnym życiem. Był synonimem ówczesnego stylu bycia, dobrego handlu, a często także niejasnych interesów...

Fot. pochodzi stąd

wtorek, 12 maja 2015

"TO PŁYNIE W ŻYŁACH" - O MIŁOŚCI DO WARSZAWY OPOWIADA MARCIN BRZEZIŃSKI

Swoją miłość do Warszawy pielęgnuje każdego dnia. Bez wahania nazywa Warszawę  swoim azylem i miejscem na ziemi. To tutaj przyszedł na świat, ma sentyment do Ogrodu Krasińskich, w którym drzewa sadził jego pradziadek i nie wyobraża sobie życia gdzie indziej. O tym, za co kocha Warszawę, jaka jest w jego oczach, co by w niej zmienił, a także o ulubionych miejscach w stolicy opowiada Marcin Brzeziński - twórca facebook’owego profilu Moja Warszawa. 

Fot. Marcin Brzeziński (archiwum prywatne)
Karolina Staniszewska: Jak zrodził się pomysł na założenie strony Moja Warszawa na Facebooku ? 

Marcin Brzeziński: Z założeniem strony na Facebooku nosiłem się od dawna. Na swoim prywatnym koncie udostępniałem mnóstwo zdjęć, artykułów dotyczących miasta, historii własnych związanych z Warszawą, dlatego też postanowiłem wyjść z tym do szerszego grona odbiorców. Już na samym początku mojej przygody ze stroną odezwała się do mnie redaktorka z czasopisma „Rytm Warszawy” z zapytaniem, czy mogłaby udostępnić na profilu RW zdjęcie, które wykonałem. Bardzo fajna sprawa i też mocny kopniak , by robić to dalej. Na dzień dzisiejszy wszystko idzie w dobrą stronę.