środa, 22 marca 2017

Niemy świadek cierpienia, czyli historia pewnego drzewa


Na drzewo Pawiaka spoglądałem wielokrotnie w długim okresie czasu. Pierwszy raz jako młodociany więzień, pomocnik ogrodnika. Nie robiło ono wówczas na mnie prawie żadnego wrażenia. Rósł sobie wiąz łagodząc zielenią swoich liści przygnębiający nastrój (…) na tym placu znęcali się nad więźniami Niemcy w mundurach DS. Bili pejczami kopali przeraźliwym krzykiem kazali czołgać się po czarnym leszu po wysypanym z kotłowni żużlu. Na ten plac zajeżdżały samochody i tez przy okropnym ryku Schnel!! Schnel!! Hitlerowcy zapędzali do nich więźniów przeznaczonych do obozów zagłady i na egzekucję – wspomina Juliusz Deczkowski, pseudonim „Laudański”, więzień Pawiaka w latach 1941-1942. 



Wiąz limak – słynne Drzewo Pawiackie, świadek niemieckich zbrodni, a także cierpienia i bohaterstwa więźniów wyrósł na dziedzińcu więzienia od strony ulicy Pawiej w 1900 r. Drzewo było miało 12.5 metra wysokości i rozpiętość korony od czterech do pięciu metrów. Obok fragmentu bramy wjazdowej jako jedyne przetrwało wysadzenie przez Niemców Pawiaka, 21 sierpnia 1944 roku. Niedługo potem został wyznaczony przez warszawian do pełnienia roli pomnika. Przybijano tu tabliczki z nazwiskami zmarłych więźniów Pawiaka. Pierwsze tabliczki z nazwiskami ofiar rodziny przybijały bezpośrednio do pnia drzewa już na początku 1945 r. 



W 1984 roku drzewo porażone chorobą wiązów  - grafiozą - obumarło, poddane w kolejnych latach fachowym zabiegom konserwatorskim, wzmocnione żelbetonową konstrukcją, przetrwało dalsze 20 lat. Starano się je zachować za wszelką cenę. Przerzedzono gałęzie, zabetonowano system korzeniowy, a po usunięciu kory konary i pień zostały nasycone impregnatami . Pod koniec 2002 r. martwe od kilkunastu lat drzewo zaczęło się niebezpiecznie pochylać. Specjalistyczne opinie konserwatorskie dowiodły, że dalsza konserwacja istniejącej struktury nie jest możliwa. Na początku 2004 r. zapadła decyzja podjęta przy akceptacji Biura Stołecznego Konserwatora zabytków w porozumieniu z Klubem byłych Więźniów Politycznych Pawiaka i Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa o zastąpieniu oryginału kopią z brązu. 

Realizację pomnika sfinansowało Miasto Stołeczne Warszawa i Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego. Jego wykonanie powierzono Gliwickim Zakładom Urządzeń Technicznych, jednej z najbardziej znanych firm odlewniczych w Polsce. Prace prowadzone były pod nadzorem Stołecznego Konserwatora Zabytków. Wiąz do transportu do odlewni został specjalnie przygotowany. Pocięto go na około 80 części, każdą pieczołowicie owijając, aby nie uległa uszkodzeniu. Dzięki temu odlew jest niezwykle podobny do oryginału. Są zachowane sęki, pęknięcia, a nawet ślady po gwoździach. Waży 4,5 tony. Odlewnia gliwicka włożyła w to ogromne umiejętności i mnóstwo serca. 

Pomnik umieszczono na dziedzińcu Muzeum Więzienia Pawiak, w tym samym miejscu gdzie stało słynne drzewo. Na metalowym odlewie wiązu, jak przed laty, znów zawisły tabliczki z nazwiskami tych, którym winni jesteśmy pamięć. 

Odlew drzewa przez odjazdem do Warszawy został uroczyście pożegnany. Pracownicy GZUT traktowali wykonane przez siebie Drzewo z dużym sentymentem. Jednym z powodów była wojenna historia terenów fabryki. Tutaj znajdował się obóz przejściowy, z którego wysyłano więźniów do Oświęcimia. Pewna grupa więźniów pochodziła z warszawskiego Pawiaka. Odlew Drzewa przez odjazdem do Warszawy został uroczyście pożegnany.

Na początku czerwca 2005 r. odlew Drzewa został przetransportowany na Pawiak. Pomnik umieszczono na dziedzińcu Muzeum Więzienia Pawiak, w tym samym miejscu gdzie stało pierwotnie Drzewo. Zawisło na nim 137 tabliczek upamiętniających byłych więźniów. Zaś fragmenty uschniętego drzewa zostały umieszczone na terenie Muzeum Więzienia Pawiak, jako coś w rodzaju relikwii.

Pomnik Wiązu, rok 2017


Pozostałe wspomnienia: 

W archiwum Muzeum Więzienia Pawiak zachował się list Wandy Purzyckiej, córki Walerego Kopczyńskiego, rozstrzelanego w 1943 roku, w którym czytamy: Po powrocie do Warszawy w 1945 r. chciałam za wszelką ceną zobaczyć miejsce, gdzie w śród wielu nieszczęśliwych był i cierpiał m ój ojciec. Po przyjściu na miejsce zobaczyłam resztki bramy Pawiaka, bo na fragmencie ocalałym pisało „Pawiak”. D zewo było tuż obok, poszarpane od pocisków - uszkodzone konary, ale na resztkach, na najwyższej gałęzi, wisiała strasznie zniszczona nasza flaga, było w tym coś tragicznego, ale i radosnego, że odnalazłam to, co chciałam. Tuż przy tym drzewie ułożyłam z cegieł i kraty więziennej symboliczny grób, zawiesiłam nekrolog i tak było przez dłuższy czas - aż zaczęli schodzić się inni i już nie czułam się osamotniona wśród tej strasznej pustyni.

Krystyna Brzestowska, przewodnicząca klubu byłych więźniów politycznych Pawiaka, dobrze pamięta wiąz: Wtedy było to małe drzewko. Patrzyliśmy na nie i dawało nam nadzieję – mówi pani Krystyna, która dwukrotnie przebywała na Pawiaku podczas II wojny światowej. 

Podczas okupacji to drzewo było dla nas nadzieją. Z utęsknieniem czekaliśmy aż wypuści liście i będzie wiosna. Właśnie wiosną 1940 r. miała ruszyć ofensywa wojsk alianckich i przynieść nam wolność – wspomina Zdzisław Jasko jeden z tysięcy więźniów Pawiaka. 


Fragmenty uschniętego drzewa umieszczone
na terenie Muzeum Więzienia Pawiak


wtorek, 1 listopada 2016

DAWNE CMENTARZE WARSZAWSKIE, CZYLI CMENTARZE, KTÓRYCH JUŻ NIE MA

Warszawa, z uwagi na swoją dramatyczną przeszłość historyczną, obfituje w wiele cmentarze oraz mogił czy innych miejsc pochówku, o których nawet nie mamy pojęcia. Na ich miejscu biegną dziś ulice oraz zabudowania. Bardzo często zdarza się, że podczas kopania fundamentów pod nowe budynki, podczas budowy nowych dróg oraz w trakcie prac wodociągowych i kanalizacyjnych, kopacze trafiają na ludzkie szczątki. Czasem są to pojedyncze szkielety, a czasem całe mogiły ofiar albo pozostałości po dawnych cmentarzach. Ślady po wielu z nich zostały utrwalone jedynie w postaci ulotnych zapisków kronikarskich. Ale są też takie, które choć w minimalnym stopniu udało się zachować... 


środa, 27 maja 2015

DAWNIEJ, NA NOWOLIPKACH... - WARSZAWA OKIEM POLI GOJAWICZYŃSKIEJ

"Ona jest dzieckiem Warszawy i choć w jej biografii są epizody związane z innymi miastami, które odwiedzała w pogoni za chlebem i pracą, to ze stolicą związana była najsilniej przez całe życie" - tak mówi o Poli Gojawiczyńskiej dr Jadwiga Zacharska. - "Jest dzieckiem warszawskich rzemieślników, a nawet warszawskiej ulicy, ponieważ przez życie przebijała się samodzielnie. Musiała sama dążyć do osiągnięcia tego, co inni zastawali jako gotowe." Sama pisarka również mówiła, że z Warszawą, którą nazywa swoim miastem, czuje się związana od dziecka i stara się zaszczepić tę miłość córce. Jaka była Warszawa widziana jej oczami? 

Fot. źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

czwartek, 14 maja 2015

WARSZAWSKI KERCELAK, CZYLI NAJWIĘKSZE TARGOWISKO PRZEDWOJENNEJ WARSZAWY

Kercelak był to, proszę młodzieży socjalistycznej, największy przedwojenny dom towarowy, czyli cedet na świeżym powietrzu, a detalicznie ciągnął się od rogu Wolskiej do rogu Leszna, czyli, jak to się teraz mówi, trasy "We-zet" - tak w 1957 roku Stanisław "Wiech" Wiechecki opisywał w "Expressie Wieczornym". Kercelak, czyli największe targowisko przedwojennej Warszawy. Bazar porównywano do miasteczka, które żyło własnym życiem. Był synonimem ówczesnego stylu bycia, dobrego handlu, a często także niejasnych interesów...

Fot. pochodzi stąd

wtorek, 12 maja 2015

"TO PŁYNIE W ŻYŁACH" - O MIŁOŚCI DO WARSZAWY OPOWIADA MARCIN BRZEZIŃSKI

Swoją miłość do Warszawy pielęgnuje każdego dnia. Bez wahania nazywa Warszawę  swoim azylem i miejscem na ziemi. To tutaj przyszedł na świat, ma sentyment do Ogrodu Krasińskich, w którym drzewa sadził jego pradziadek i nie wyobraża sobie życia gdzie indziej. O tym, za co kocha Warszawę, jaka jest w jego oczach, co by w niej zmienił, a także o ulubionych miejscach w stolicy opowiada Marcin Brzeziński - twórca facebook’owego profilu Moja Warszawa. 

Fot. Marcin Brzeziński (archiwum prywatne)
Karolina Staniszewska: Jak zrodził się pomysł na założenie strony Moja Warszawa na Facebooku ? 

Marcin Brzeziński: Z założeniem strony na Facebooku nosiłem się od dawna. Na swoim prywatnym koncie udostępniałem mnóstwo zdjęć, artykułów dotyczących miasta, historii własnych związanych z Warszawą, dlatego też postanowiłem wyjść z tym do szerszego grona odbiorców. Już na samym początku mojej przygody ze stroną odezwała się do mnie redaktorka z czasopisma „Rytm Warszawy” z zapytaniem, czy mogłaby udostępnić na profilu RW zdjęcie, które wykonałem. Bardzo fajna sprawa i też mocny kopniak , by robić to dalej. Na dzień dzisiejszy wszystko idzie w dobrą stronę.

czwartek, 2 kwietnia 2015

STARY PRZYJACIEL Z BIELAN, CZYLI HISTORIA BLASZANEGO SŁONIA

Przez wiele lat był jednym z najbardziej charakterystycznych symboli warszawskich Bielan. Mieszkał sobie przy ulicy Podleśnej, tuż u podnóża Lasu Bielańskiego. Pokochali go zarówno dzieci, jak i dorośli. Kiedy w latach 80. zniknął, ciężko było pogodzić się z jego utratą. Do dziś gości on we wspomnieniach i fotograficznych albumach warszawiaków. Coraz częściej mówi się też o jego powrocie. Mowa o blaszanym słoniu, który był jedną z atrakcji ówczesnego placu zabaw. 


Fot. ze zb. warszawa1939.pl