środa, 25 marca 2015

WESOŁY KIEROWCA PRZEZ ULICE MEGO MIASTA MKNIE. WYWIAD Z ROBERTEM CHILMOŃCZYKIEM

Mówi o nim niemal cała Warszawa. Udało mu się już rozweselić tysiące pasażerów. Człowiek z niezwykłą charyzmą i poczuciem humoru, który stara się zarazić nas swoją pozytywną energią i życzliwością. O tym, jak zaczęła się jego przygoda z ZTM-em, co go inspiruje, czym się interesuje i skąd czerpie inspiracje rozmawiamy z Panem Robertem Chilmończykiem, czyli Wesołym Kierowcą. To jego pokochali warszawiacy!

Fot. Robert Chilmończyk, kolekcja prywatna
Karolina Staniszewska: Jak długo jest już Pan kierowcą warszawskich autobusów? Jak zaczęła sie Pana przygoda z ZTM? 

Robert Chilmończyk: Kierowcą jestem już prawie trzy lata. A zaczęło się przypadkiem. Wcześniej pracowałem jako kelner i też bardzo lubiłem swoją pracę, starałem się podchodzić do ludzi „na wesoło”. Kiedyś, szukając akurat nowego zajęcia i zatrudnienia, zauważyłem ogłoszenie, że organizowane są kursy na kierowcę. Postanowiłem spróbować. Udało się i nie żałuję tej decyzji. 

Kiedy zrodził się pomysł prowadzenia autobusu w ten niekonwencjonalny sposób, czyli jak to się stało, że powołał Pan do życia Wesołego Kierowcę? 

Początkowo sporo obserwowałem pasażerów. Zauważyłem, że większość z nich jest zamknięta w sobie, zrezygnowana, rzadko kiedy się uśmiechają. Najpierw zacząłem się z nimi żegnać, witać. A później dostałem akurat autobus z mikrofonem, zacząłem wymyślać nowe teksty i tak to się rozkręciło. Oczywiście nie każdy autobus wyposażony jest w mikrofon. Wtedy pozostają mi lizaki z napisem „Miłego dnia” czy „Uśmiechnij się”. Od kiedy córka założyła mi konto na Facbook’u, dostaje mnóstwo wsparcia i miłych komentarzy od pasażerów, za które bardzo dziękuję. To dla mnie znak, że to co robię się podoba i wzbudza pozytywne emocje.

"Nie każdy autobus wyposażony jest w mikrofon.
Wtedy pozostają mi uśmiechnięte lizaki".
Charakteryzuje Pana niebywałe poczucie humoru, a skąd czerpie Pan inspiracje? 

To moje poczucie humoru jest bardzo intuicyjne i sytuacyjne. Staram się dużo obserwować i reagować na to, co dzieje się na bieżąco. Na pokładzie autobusu, na ulicy, na przystanku. Wszystkie teksty wymyślam spontanicznie, dzięki czemu brzmią one naturalnie.  Czasem jakieś rymowanki, czasem żarty. Staram się tworzyć naturalną aureolę tego przejazdu, by był on czymś więcej, niż na przykład samą podróżą do pracy. 

Jakie są reakcje pasażerów? Czy wszystkich udaje się zarazić pozytywną energią? 

Na początku przeważnie ludzie są zdziwieni i zszokowani. Ale kiedy się już trochę „oswoją”  z sytuacją, to zaczynają wchodzić w interakcje. Zaczynają się uśmiechać do innych, czasem rozmawiać, a później wracają do domów i opowiadają, dzielą się z innymi tym co ich spotkało – i taka poniekąd jest moja misja. Wiele osób po zakończonym kursie podchodzi do mnie. Pasażerowie zagadują, rozmawiają, chętnie pozują do zdjęć. Często dostaję owoce, kwiaty, cukierki. Kiedyś nawet dostałem cebulę (śmieje się). Ludzie dzielą się tym, co mają. Jak jest sezon ogródkowy dostaję pomidory, śliwki. Pamiętam, że w okresie świąt dostałem płytę z kolędami. Takie gesty sprawiają, że bardzo się wzruszam. Kiedyś byłem też w klubie i od personelu dostałem specjalną kartkę z uśmiechniętą buzią. Okazało się, że to byli moi pasażerowie, którzy mnie rozpoznali. To był piękny gest. 

Pasażerowie Pana Roberta chętnie pozują do wspólnych zdjęć. 
Niemal codziennie przemierza Pan warszawskie ulice. Czy czuje się Pan jakoś szczególnie związany z tym miastem? 

W pewnym sensie tak, bo Warszawie, a właściwie na jej przedmieściach, mieszkam niemal od urodzenia. Znam dobrze to miasto i nie ukrywam, że pod względem topograficznym przydaje mi się to teraz w pracy. Ale też cały czas się uczę i poznaję Warszawę na nowo. O takich dzielnicach jak Nowodwory czy Olesin najwięcej dowiaduję się dopiero teraz. Pamiętam Warszawę smutną, szarą, jeszcze z czasów kiedy byłym nastolatkiem, a mimo to ludzie wtedy łatwiej się bawili. Nie pędzili tak za karierą, pieniędzmi. Teraz mamy taką warszawską dżunglę. Dobro, życzliwość, kultura zanikają, dlatego przynajmniej swoją postawą staram się te wartości kultywować, aby nam było łatwiej i przyjemniej żyć. 

Czy jest jakiś rejon, dzielnica Warszawy, która jest panu najbliższa albo którą darzy Pan sentymentem? 

Zdecydowanie Praga Południe. Tam chodziłem do liceum, to był szczególny i bardzo ważny czas w moim życiu. Lubię wracać do wspomnień z tamtych lat. 

Podobno zarządowi ZTM-u nie do końca podoba się sposób Pana pracy. Kiedy ta informacja pojawiła się w sieci, pasażerowie stworzyli dla Pana specjalną grupę wsparcia na Facebook’u. A jak Pan do tego podchodzi? 

Pracuję w ten sposób od paru lat, kiedyś dostałem od ZTM-u nagrodę, dyplom statuetkę, to było miłe. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim się moja praca spodoba, niektórzy biorą to co mówię zbyt osobiście, a dla mnie jest to forma żartu. Nie da się zadowolić każdego. Uważam, że taka działalność, w każdej dziedzinie i w każdym kraju wzbudzi kontrowersje. Wiele osób myśli, że biorę za to niezłą kasę, a ja robię to bezinteresownie. Chciałbym zmienić to miasto na bardziej ludzkie, życzliwe, uśmiechnięte. Warszawa jest miastem nowoczesnym, które wciąż się zmienia. Razem z nim powinna się zmieniać też nasza mentalność i podejście do życia. 

Chętni na przejażdżkę z Panem Robertem? 
Czy zdaje Pan sobie sprawę, że tworzy Pan nową historię tego miasta? 

Nie wiem, ale mam taką nadzieję, że może za jakieś pięćdziesiąt lat w ludzkiej świadomości pozostanie myśl, że był kiedyś kierowca, który robił coś innowacyjnego. (uśmiecha się)

W pracy komik rozbawiający pasażerów, a jaki jest Wesoły Kierowca prywatnie? Czym zajmuje się Pan w życiu prywatnym? Też motywuje Pan ludzi do uśmiechu? 

Jestem typem człowieka, który lubi być w centrum uwagi, rozbawiać i rozkręcać towarzystwo. Także swoją misję często realizuję również poza pracą. A w życiu prywatnym? Czasu po pracy jest niewiele, ale staram się poświęcać wolny czas mojej rodzinie. Interesuję się historią z czasów II wojny światowej, modelami czołgów. Dużo też czytam, dużo słucham muzyki. Mam całkiem pokaźną kolekcję książek i płyt. Lubię muzykę zarówno z lat 80-tych, rock, pop, ale też współczesną.

Ma Pan swoje życiowe motto? 

Tak, zawsze powtarzam, że musimy pamiętać o uśmiechu i życzliwości, a wszystkim nam będzie żyło się lepiej. (uśmiecha się) 

Serdecznie dziękuję za rozmowę. 

Dziękuję i do zobaczenia na trasie!


Rozmawiała: Karolina Staniszewska