sobota, 21 marca 2015

"NIE LUBIĘ ROBIĆ TEGO CO WSZYSCY". WYWIAD Z DOMINIKIEM ŚMIAŁOWSKIM

Fotografią zajmuje się już od ponad dziesięciu lat. Swoją przygodę z obiektywem zaczynał jeszcze w czasach fotografii analogowej. Pewnego dnia przypadkiem trafił na Tor Wyścigów Konnych na warszawskim Służewcu, nie mając wtedy jeszcze pojęcia, że będzie tam powracał przez kolejne dwa lata. Zafascynowany tamtejszym środowiskiem, jakie tworzy najstarsze pokolenie zagorzałych „koniarzy”,  postanowił opowiedzieć nam ich historię w postaci niezwykłych zdjęć, a przy okazji niemal namacalnie oddać kawałek Warszawy z dawnych lat.  Dziś jego album zatytułowany „Skrawki” w błyskawicznym tempie zyskał sobie ogromne zainteresowanie. Mowa o fotografie, Dominiku Śmiałowskim. 


Fot. Dominik Śmiałowski, "Skrawki"
Karolina Staniszewska:  Od dawna fotografujesz? Jak zaczęła się Twoja przygoda z obiektywem? 

Dominik Śmiałowski:  To już pewnie ze 12 lat. Miałem jeszcze tę przyjemność  trafić na czasy fotografii analogowej, czasy ciemni w łazience, kuwet, utrwalaczy, powiększalników. Wpadłem w to po uszy. Dziś nie zainteresowałbym się fotografią. Nie lubię robić tego co wszyscy.

A jak zrodził się pomysł na sfotografowanie właśnie tego miejsca i tamtych ludzi? 

Ze zwykłej ciekawości trafiłem na Służewiec. Była ładna pogoda, razem ze znajomymi chcieliśmy po prostu spędzić trochę czasu na słońcu. I zauważyłem tam tych fantastycznych ludzi, ostatnich przedstawicieli pewnego pokolenia ze Służewca. Pamięta ono starą Warszawę, stare czasy. Tworzą tam specyficzną atmosferę. Mam do nich sentyment. Mam sentyment do tamtych czasów. To nie jest tak, że chciałbym żyć za komuny, zupełnie nie. Jednak czytając Tyrmanda, Hłaskę, oglądając stare polskie filmy, człowiek  kreuje sobie w głowie jakieś mity, które tworzą ten sentyment. Trochę tak, jak w tym filmie Allena „O północy w Paryżu”. Chciałem tę atmosferę zapisać, zapamiętać. 

Jak opisałbyś społeczność kibiców? 

Przede wszystkim jest to społeczność pełna pasji, ciepła.

A jak kibice reagowali na pojawiającego się wśród nich człowieka z aparatem? 

Byli tak pochłonięci swoim kibicowaniem, że prawie mnie nie zauważali.

Fot. Dominik Śmiałowski, "Skrawki"
  
Co po tych dwóch latach pracy utkwiło Ci najbardziej w pamięci? 

Mgła na koniec zdjęć. Miałem jechać na wyścigi w niedziele, na zakończenie gonitw w sezonie. Jednak gdy wstałem w sobotę, cała Warszawa była we mgle. A że ja uwielbiam mgłę, wsiadłem na rower i poleciałem na złamanie karku. To był tam najpiękniejszy dzień.    

Skąd pomysł na tytuł albumu "SKRAWKI”? 

Skrawki, czyli pozostałości po starych czasach, po starej Warszawie. Opowieść o ostatnich przedstawicielach pewnego pokolenia związanego z wyścigami. 

Album w zatrważająco szybkim tempie zyskał sobie mnóstwo sympatyków. Na portalu wspieram to. uzyskał 100% poparcie niemal w kilka dni! Jakie to uczucie?  

Miłe. Wielkie dzięki, ściski, piątki dla wszystkich wspieraczy !

Na maj planowana jest wystawa promująca album. To będzie Twoja pierwsza wystawa? 

Nie.  Za to chyba najważniejsza. Wszystkich serdecznie zapraszam. Będzie to 22 maja, mam nadzieje, że w słoneczny majowy piątek, w galerii NEY przy ulicy Spokojnej w Warszawie. A po wernisażu będzie balet.

Dziękujemy za zaproszenie. Żyjesz i działasz w Warszawie. Dlaczego akurat to miasto?  

Tu się urodziłem i tu mieszkam. To dlatego.  (uśmiecha się)

A czy jest już jakiś zalążek pomysłu na kolejny projekt?

Tak, jestem właśnie w trakcie realizacji dwóch projektów. Jeden jest czymś w rodzaju reportażu o powrotach ludzi do domu z pracy. Drugi, to LOVE STORY w klimacie NOIR o dwóch UFOludkach znajdujących siebie w opuszczonym mieście . 

Serdecznie dziękuję za rozmowę. 

Zdrówko !


Rozmawiała: Karolina Staniszewska 


Chcecie wesprzeć projekt i jednocześnie stać się szczęśliwymi posiadaczami albumu "Skrawki"? Możecie też tego dokonać TUTAJ

Fot. Dominik Śmiałowski, "Skrawki"