wtorek, 18 marca 2014

CO KRYJE WARSZAWSKA WISŁA?

"Wisło! kwieciem i perły ozdobna dziewico/ Siostro myśli i uczuć, matko! piastunnico!" - tak pisał Seweryn Filleborn w swoim wierszu "Do Wisły". Płynie sobie ona przez to nasze miasto, rozrywa je na pół, dzieli na tę prawą i lewą stronę, a jednocześnie scala. Bo czy ktoś wyobraża sobie Warszawę bez tej niebieskiej wstążki? Należy do czołówki ulubionych miejsc spacerowiczów. Dla jednych przywodzi na myśl zapach kiełbaski z grilla, dla innych jest kolebką wspomnień albo idealnym miejscem na refleksyjne spacery. Ale co tak naprawdę kryją jej wody?



Inicjatorzy  projektu "Wisła 1655-1906-2009 Interdyscyplinarne badania dna rzeki"
Fot. odkrywcy.pl

Jak podają historyczne źródła w czasie najazdu na Polskę w XVII wieku Szwedzi rabowali na potęgę co się dało, a były to głównie dzieła sztuki, które ładowali na statki, spławiali je łodziami w dół Wisły, a stamtąd statkami do Gdańska. Niektóre łodzie tonęły jednak pod wagą przewożonych łupów. O skarbach zatopionych w Wiśle było głośno już w 1906 roku, kiedy to warszawscy piaskarze wyciągnęli z dna rzeki kilka fragmentów i detali architektonicznych, które obecnie znajdują się w Muzeum Historycznym w Warszawie i prawdopodobnie są one częścią Pałacu Kazimierzowskiego.



Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta 
Aż trudno sobie wyobrazić, że do dalszych poszukiwań powrócono dopiero w 2009 roku z inicjatyw dr Huberta Kowalskiego z Instytutu Archeologii UW, dr Justyny Jasiewicz z Instytutu Informacji i Studiów Biologicznych UW oraz dziennikarza Marcina Jamkowskiego. To właśnie w ich głowach zrodził się pomysł projektu "Wisła 1655-1906-2009. Interdyscyplinarne badania dna rzeki". 

Początkowy etap projektu, to długie i szczegłówe analizowanie  map, badanie archiw i bibliotek. To dzięki nim udało się ustalić, że zatopione wiślańskie skarby mogą znajdować się na wyskości Cytadeli. I jak się później okazało, było to prawdą. W drugim etapie wykonano tzw. zwiad elektroniczny, przy użyciu specjalistycznych urządzeń, w tym sonarów, echosondy oraz sub-bootom  profilera. Choć dla większości z nas nazwy te brzmią obco, okazały się one niezwykle pomocne i dzięki nim bardzo dokładnie udało się przemierzyć dno Wisły i znaleźć pierwsze skarby. 

             
Fot. metromsn.gazeta.pl

Nie obeszło się równieżbez znalezienia kul armatnich.
Fot. wyborcz.pl


Śmigłowiec Mi-8 w trakcie wydobywania zabytków
Fot. Agencja foto: Super Express


Prace na jakiś czas przerwały jednak fale powodziowe, które przeszły wówczas przez Warszawę i przysłoniły namierzone obiekty. Sytuacja ta nie zniechęciła jednak naszych odkrywców do dalszych poszukiwań, a nawet okazało się, że poniekąd była pomocna. Dzięki wysokiemu poziomowi rzeki udało się im dopłynąć do miejsc, które wcześniej były dla sonarów niedostępne. Lżejsze fragmenty archeologom udało się wydobyć we własnym zakresie, natomiast do pomocy w wyłowieniu tych cięższych, ważących nawet kilkaset kilogramów przyłączyli się również funkcjonariusze z wydziały realizacyjnego  Komendy Stołecznej Policji oraz z Komisariatu Rzecznego. Wiślaniskie skarby wydobywali oni przy pomocy pontonów, motorówek, a nawet dołączył do nich potężny śmigłowiec z Komendy Głównej Policji. 


Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Łącznie na brzeg trafiło aż sześć kilkusetkilogramowych elementów. Co zatem Szwedzi zgubili w Wiśle? Bazując na materiałach historycznych są to zapewne zabytki z XVII wieku. Fragmenty marmurowych posadzek, łuków, kawałki loggi, gzymsy parapety, fontanny, obramienia portretowe. Na jednym ze znalezionych elementów znajduje się herb Wazów, co daje niemal stuprocentową pewność, że pochodzi on z Zamku Królewskiego. Z kolei na innym z elementów, badacze odkryli kilka napisów, prawodpodobnie ówczesnych "graffiti". Krążą też pogłoski, że Szwedzi sami czasem zatapiali część obiektów z uwagi na ich ciężar utrudniający przechwycenie. 

Historię oraz cały proces wydobycia zabytków z Wisły, które są dziś niemymi świadkami ówczesnych zdarzeń zaprezentowano w ramach wystawy "Uratowane z potopu". Fotografie wyeksponowane były na przełomie maja i czerwca ubiegłego roku w dwóch częściach. Pierwsza z nich, plenerowa, miała charakter bardziej reporterski, przedstawiający etapy oraz trudności napotkane podczas wydobywania zabytków  i znajdowała się tuż przed wejściem na teren Uniwersytetu Warszawskiego. Druga została umiejscowiona na terenie starej Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego i zawierała fotografie konkretnych wyłowionych obiektów oraz reprodukcje zachowanych archiwalnych fotografii z 1906 roku. 

W 2014 roku ma powstać film dokumentalny "Uratowane z Potopu", którego 30-sekundowy zwiastun można obejrzeć poniżej.