sobota, 29 listopada 2014

WARSZAWA W STYLU I'HOTEL LAMBERT, CZYLI KAMIENICA PRZY NARBUTTA 50

Mało się o niej dziś mówi i pisze. Schowana w sercu Mokotowa na pozór nie wyróżnia się niczym szczególnym. Wystarczy jednak nieco bliżej się przyjrzeć, aby przekonać się, że daleko jej do szeregu zwykłych warszawskich zabudowań. Widać, że to kamienica "z przeszłością". I jak się do tego okazuje,wcale nie taką błahą.... 


Fot. źródło: gdzietu.pl

Tadeusz Horoch, pierwszy właściciel
domu przy Narbutta 50.
Fot.  "Ostańce. Kamienice warszawskie
i ich mieszkańcy", t.3, s. 117
Kamienica przy Narbutta 50 pojawiła się na ulicach Warszawy w 1927 roku. Kilka lat wcześniej, bo w 1923 plac przy Narbutta wykupił Tadeusz Horoch i wspólnie z architektem Tadeuszem Zielińskim zaprojektował tę dwupiętrową kamienicę. Stylem przypominała ona wówczas nieco paryski l'Hôtel Lambert, natomiast dom frontowy ukazywał typowo neoklasycystyczną dekorację.


Czas świetności kamienicy trwał lekko ponad dziesięć lat. We wrześniu 1939 roku, podczas II wojny światowej w sam środek budynku uderzyła bomba. Stratę udało się jednak w miarę szybko naprawić, a śladem po niej został inny rodzaj cegły widoczny na elewacji, który można było oglądać przez kolejne 40 lat, kiedy to w 1985 roku położono na budynku nowy tynk.  


Fot. źródło: gdzietu.pl

Na kamienicy swoje piętno odcisnęło również powstanie. 

Pierwszego sierpnia był taki parny dzień, deszcz wisiał w powietrzu - opowiada jedna z mieszkanek kamienicy, Iwona Dąbrowska. - Po południu wyszliśmy z boną Pole Mokotowskie, mieliśmy tam mały zagonek ziemniaków. Pamiętam młodego chłopaka z biało-czerwoną opaską na ręku, który powiedział nam, żeby natychmiast wracać do domu, bo zaraz się zacznie. Gdy doszliśmy na Narbutta, padły pierwsze strzały.*


Fot. źródło: gdzietu.pl
Trzeciego sierpnia wszyscy ówcześni mieszkańcy kamienicy zostali wypędzeni z budynku i według nakazu oddziału SS przesiedleni do koszar Stauferkaserne mieszczących się przy ulicy Rakowieckiej. Po jakimś czasie kobiety i dzieci jednak zwolniono, więc mogli oni wrócić na Narbutta 50. Dwudziestego trzeciego sierpnia na Narbutta zjawił się ksiądz od jezuitów, aby w obliczu śmierci udzielić wszystkim rozgrzeszenia i komunii. W tym celu wszyscy zebrali się na podwórku. Kolejnego dnia Niemcy zmusili wszystkich mieszkańców do opuszczenia kamienicy. 

Na wykonanym w 1945 roku zdjęciu widać kamienicę pozbawioną okien i drzwi. Widać ciemne smugi, jako dowód, że budynek niejednokrotnie trawiły języki ognia. Zdjęcie ukazuje również zaorany teren przed budynkiem. Podczas okupacji tamtejsi mieszkańcy wykorzystywali go jako ziemię pod uprawę przydomowych ogródków. Dzisiaj, dokładnie w tym miejscu, stoi kino Iluzjon. 


Fot.  "Ostańce. Kamienice warszawskie i ich mieszkańcy", t.3, s. 116

Po 1945 roku Tadeuszowi Horochowi udało się powrócić w rodzinne mury. Uzyskał z banku pożyczkę na odbudowę frontowej części domu. Spłacał ją z dochodów, jakie przynosił mu wynajem wyremontowanych mieszkań tajwańskim, szwedzkim i brytyjskim dyplomatom. Ale w roku 1953 kamienica została znacjonalizowana. Właścicielom przydzielono jedynie jedno kwaterunkowe mieszkanie, a zaciągnięty wcześniej kredyt musieli spłacać sami do końca swojego życia. 

Upaństwowiony budynek dawał kwaterunek przypadkowym lokatorom. Nikt już nie troszczył się o jakikolwiek remont czy prace, mające na celu zabezpieczenie kamienicy, która z roku na rok ulegała coraz większej degradacji. W połowie lat 70. zrujnowane oficyny domu rozebrano. Od tamtego czasu podwórko pozostaje niezagospodarowane.


Fot. źródło: gdzietu.pl
5 stycznia 1989 roku kamienica została wpisana do rejestru zabytków miasta st. Warszawy. Dzisiaj wciąż pełni ona funkcję mieszkaniową. Cały czas toczy się postępowanie o zwrot domu jego spadkobiercom, które rozpoczęło się w 1991 roku. 


Iwona Dąbrowska, córka Tadeusza
Horocha, mieszkanka kamienicy
przy Narbutta 50, rok 2010.
Zdjęcie pobrane stąd.



Iwona Dąbrowska, której wspomnienia przywoływaliśmy nieco wcześniej, wnuczka właściciela kamienicy, Tadeusza Horocha, spędziła w tym domu większość swojego życia. Od kilkunastu lat pełni funkcję skarbnika Polskiej Fundacji Katyńskiej. Cudem uniknęła śmierci w katastrofie lotniczej 2010 roku w drodze do Smoleńska. Pracowała w Polskiej Akademii Nauk, jako archeolog.  Prowadziła wieloletnie badania nad wykopaliskami w Kaliszu (między innymi wykopaliska wczesnośredniowiecznego grodziska na Zawodziu oraz badania nad przebiegającym tam szlakiem bursztynowym). W 2010 roku otrzymała obywatelstwo 
Kalisza.                  

* Przytoczone w tekście wspomnienia Iwony Dąbrowskiej pochodzą z publikacji M.Stopy i J. Brykczyńskiego "Ostańce. Kamienice warszawskie i ich mieszkańcy", tom 3, DSH, Warszawa 2013, s. 123. Inne materiały zawarte w tej książce były również pomocne w zebraniu informacji do powyższego tekstu.