środa, 27 maja 2015

DAWNIEJ, NA NOWOLIPKACH... - WARSZAWA OKIEM POLI GOJAWICZYŃSKIEJ

"Ona jest dzieckiem Warszawy i choć w jej biografii są epizody związane z innymi miastami, które odwiedzała w pogoni za chlebem i pracą, to ze stolicą związana była najsilniej przez całe życie" - tak mówi o Poli Gojawiczyńskiej dr Jadwiga Zacharska. - "Jest dzieckiem warszawskich rzemieślników, a nawet warszawskiej ulicy, ponieważ przez życie przebijała się samodzielnie. Musiała sama dążyć do osiągnięcia tego, co inni zastawali jako gotowe." Sama pisarka również mówiła, że z Warszawą, którą nazywa swoim miastem, czuje się związana od dziecka i stara się zaszczepić tę miłość córce. Jaka była Warszawa widziana jej oczami? 

Fot. źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe



Pola Gojawiczyńska (1896-1963). Rodowita warszawianka, urodzona w rodzinie rzemieślniczej. Była córką Anastazji z Krawczyków i Jana Koźniewskiego, stolarza, który prowadził warsztat przy ulicy Nowolipki. Rozpoczęła pracę jako wychowawczyni w przedszkolach miejskich, teatrzykach i bibliotekach. W czasie I wojny światowej brała udział w pracy niepodległościowej i należała do Polskiej Organizacji Wojskowej. Czas II wojny światowej spędziła pod Warszawą. W 1943 roku została aresztowana i więziona na Pawiaku w kobiecym oddziale Serbia. Była jedną z najpopularniejszych pisarek okresu międzywojennego. Dwukrotnie otrzymała nagrodę literacką miasta Warszawy. 

Miejsce szczególne wśród utworów związanych ze stolicą w twórczości pisarki zajmuje tzw. "dylogia warszawska", na którą składają się dwie powieści: „Dziewczęta z Nowolipek” (1935) oraz jej kontynuacja „Rajska Jabłoń”(1937), które ukazują ówczesny obraz i doświadczenia miasta. 

Proza Gojawiczyńskiej jest silnie zakorzeniona w realiach miasta oraz zgodna z jej rzeczywistym doświadczeniem. Rozpoczynające dylogię "Dziewczęta z Nowolipek" to historia przyjaciółek ze szkoły i podwórka, zamieszkałych w ubogiej dzielnicy. Pisząc powieść, autorka odwoływała się do wspomnień z dzieciństwa. Tło powieści stanowią wydarzenia historyczne: od rewolucji 1905 roku po czasy I wojny światowej. Już w pierwszych linijkach powieści autorka kreśli obraz ówczesnej Warszawy, dzisiejszego Muranowa, oddając go niemal takim, jakim był: „Nie posuwały się dalej niż do Leszna, tej połowy Leszna od Karmelickiej do Żelaznej i dalej do Nowolipek w głąb, uliczkami w smrodliwych rozgałęzieniach biegnącymi ku Powązkom i Nalewkom. Plac Bankowy, tak bliski, już nic nie oznaczał i wcale nie można go było sobie wyobrazić. Ich ciekawość świata została tu nasycona, och! – nie starczało dnia, miesiąca, roku, aby wchłonąć wszystko, co się działo, co się stawało! Tu była ojczyzna, zanim się dostrzegło i uznało wielką ojczyznę z Historii w dwudziestu czterech obrazach; tu była ojczyzna, dzielnica warsztatów stolarskich i tokarni żydowskich. Drzewo, pachnące deski, góry wiórów i trocin z obfitością pcheł o każdej porze roku.” („Dziewczęta z Nowolipek”, Warszawa 1999, s. 7) 

Jak pisze Adela Pryszczewska-Kozłub: Autorka dopisała niewiele do ówczesnej mapy peryferyjnej dzielnicy Nowolipie, jakkolwiek tym biednym ulicom, słabo ulistnionym drzewom, ciemnym suterenom, mrocznym podwórkom pozbawionym zieleni zaułkom nadała ogólniejszy, w jakimś stopniu reprezentatywny dla określonej rzeczywistości , a czasem symboliczny sens.*

W jednym z wywiadów sama Gojawiczyńska stwierdziła: Byłam bardzo przywiązana do tej dzielnicy. Uchodziła ona wtedy za okropna, a przecież miała swój specyficzny charakter. Mieszkańcy jej – to przeważnie rzemieślnicy i proletariat miejski, światły, uczciwy. Przyjrzałam się z bliska życiu tych ludzi przez pryzmat dzielnicy, która ich wychowała i… powstało we mnie gorące pragnienie, aby o nich napisać.

Pola Gojawiczyńska na miejscu
dawnego więzienia Serbia w Warszawie
Fot. pobrane stąd.
Gojawiczyńska opisuje Nowolipki w dwojaki sposób, pokazując tym samym ówczesne społeczne dysproporcje. Z jednej strony jest to miejsce na tamten moment bezpieczne i znane,  z drugiej – uboga dzielnica, borykająca się z przeciwnościami losu, co izoluje jej mieszkańców od reszty miasta. Ważny fragment, dający temu świadectwo stanowi opis wyprawy do Ogrodu Saskiego. Bohaterki boją się czy jako te, które reprezentują ubogą dzielnicę, zostaną w ogóle wpuszczone. Kwiaty, łabędzie, posągi, fontanna, wzruszają je swoim pięknem do łez. Dopiero powracając stamtąd ujrzały obficie brzydotę własnej dzielnicy: "Ujrzały, jakby po raz pierwszy, rynsztoki. (...) Ściek i śmietnik na placu Mossakowskich." (Dziewczęta z Nowolipek s. 14). Dalej autorka pisze: "Jeśli wyszło się cokolwiek dalej poza Ogród Saski, trzeba spłacać dług. Zawsze oni będą spłacali dług, ci z Nowolipek. (...) Zawsze będą im stać przed oczami prawdziwe strony rodzinne: ciemne i brudne uliczki i podwórza”. (Tamże, s. 134-135) Mówi się, że Gojawiczyńska stworzyła mit Nowolipek, gdzie marność losu wynagradzają wartości czerpane z ludzkiej wspólnoty. 

Duże znaczenie dla życia mieszkańców Nowolipek miała również przyroda, Ogród Saski, majówka na Bielanach, a ponad wszystko kasztan sprzed drewniaka Mossakowskich, na który kierowały się „spojrzenia całego domu, z wszystkich okien” ("Rajska jabłoń", Warszawa 1999, s. 370). Duże znaczenie odgrywały też miejskie nowości, jak otwarcie Iluzjonu przy Karmelickiej, pierwsze tramwaje elektryczne na Lesznie czy nowa wystawa w Zachęcie. 

   
Prezydent Warszawy Stefan Starzyński wręcza
nagrodę literacką Poli Gojawiczyńskiej (1935 r.)
Fot. źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
A tak autorka opisuje jedno z mieszkań na Nowolipkach: "Niemowlęta pełzają po trotuarach, matki stoją u bram. Dzieciaczyska wiszą u okien sklepów z owocami, nędznych klitek z wodą sodową, sokiem malinowym. Wre jeszcze robota u szewców, w sklepikach z przepierzeniem tekturowym. Tu stołek, warsztat, o krok łóżko i żelazny piecyk, i deski miast stołu." ("Rajska jabłoń", s. 142-143). Tutaj także ukazuje biedę dzielnicy i znaczny stopień bezrobocia: "Nagie żarówki u sufitu sączą światło mętne i żółte na straszliwe wnętrza (...) na gołe pręty żelaznych łóżek, świadectwo bezrobocia, które wynosi ostatnią poduszkę na Kercelak." (Tamże: s. 142).  

Znamienny był również wtedy pobyt kobiet na ulicach, których pojawienie się budziło w mężczyznach nie tylko pożądanie i fascynację, ale też skłonność do zaczepek: "Na rogu Żabiej tamten mija ją, zawraca i ociera się mocno o jej ramię. Trąca ją. O mało się nie przewróciła." ("Dziewczęta z Nowolipek", s. 120-121). Zdarzały się też zachowania z gatunku molestowania seksualnego: "(...) szli szepcząc świństwa za ramieniem, lub wyprzedzali po to tylko, aby wyczyniać kabalistyczne i bezwstydne znaki palcami rąk założonych w tyle." (Tamże, s. 176). 

Tablica pamiątkowa
umieszczona na murach domu
przy Brzozowej 6/8
Na przykładzie jednej z bohaterek powieści, Gojawiczyńska porusza również problem bezdomności, ale pokazuje także, że pełne kontrastów i społecznych różnic miasto pozwalało na odnalezienie poczucia jedności z jego mieszkańcami oraz nim samym:  "(...) można siąść pośrodku rynku koło syreny i spożywać świętomichalskie, rozpływające się w ustach. Dzieciaki grają w klasy, w komórki do wynajęcia, w ciupy. Ma się uczucie bliskości z tymi tu, wszystkimi ludźmi, zapełniającymi plac. Niepodobna wyrwać z siebie czułości w ten wieczór ciepły, pod granatowym niebem, pod dachem, który czyni ten plac domem." („Dziewczęta z Nowolipek”, s. 140) 


O tym, że dylogia jest cały czas znana świadczy protest w obronie nazwy sklepu spożywczego znajdującego się przy ul. Anielewicza. Pojawia się on w utworze pisarki i w latach 70. nazwano go „Kwiryna” na cześć jednej z bohaterek powieści. W 2003 roku nowi właściciele chcieli zawiesić szyld z innym imieniem, ale wskutek protestów mieszkańców nazwa „Kwiryna” pozostała. 

Inga Iwasiów w jednej ze swoich publikacji napisała: (…) Gojawiczyńska utrwaliła niezwykły obraz Warszawy, który powinien dać jej miejsce w prawie bez wyjątku męskim panteonie "stołecznych mitotwórców". Warszawa podzielona, zgodnie z wzorami dla "miejskich organizmów" pozostawionymi przez Emila Zolę, na strefy biedy i dostatku, staje się pod jej piórem zarazem realna i metaforyczna; wypełniona naturalistycznym szczegółem i sentymentem.**

      Brzozowa 6/8, w domu mieszkała i tworzyła Pola Gojawiczyńskiej
Jednej z ulic Żoliborza nadano imię Poli Gojawiczyńskiej. Na domu przy Brzozowej 6/8 na Starówce, gdzie pisarka mieszkała, znajduje się pamiątkowa tablica. W jednym z felietonów tak Gojawiczyńska opisuje swój widok z okna przy Brzozowej oraz spacery z córką: Opera, nad którą tak się ubolewało, nagle wypiękniała, tarasy otrzymały dekorację kwietną. (...) A skwer już śle smugę woni dookoła, mały bukiet, który nam podarowano. Tak tedy łazimy i błogosławimy ręce człowiecze, które się w porę potrudziły koło kwiatów, drzew balkonów i okien. 

Obraz Warszawy autorka maluje także w zbiorze felietonów „Rozmowy z milczeniem” (1936), tomie opowiadań „Dwoje ludzi” (1938),  powieści „Krata (1945), gdzie opisuje wspomnienia z pobytu w więzieniu Pawiak, w „Stolicy" (1946), opisującej miasto tuż po wyzwoleniu oraz innych notatkach i artykułach, które autorka publikowana w prasie, spisanych  po jej śmierci prze córkę Wandę w tomie „Z serca do serca” (1971). Choć w literackim dorobku Gojawiczyńskiej znajdują się także utwory umiejscowione na Śląsku, zdecydowanie można nazwać ją pisarką warszawską. 

Pola Gojawiczyńska została pochowana w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim. 


Bibliografia: 
** I. Iwasiów, Gender dla średniozaawansowanych. Wykłady szczecińskie, Warszawa 2004, s. 192
* A. Pryszczewska-Kozłub, Pisarstwo Poli Gojawiczyńskiej, Warszawa –Wrocław 1980, s. 101-102
inne:  M. Buthner-Zawadzka, Warszawa w oczaah pisarek. Obraz i doświadczenie miasta w polskiej prozie kobiecej 1864-193, Warszawa 2014