sobota, 17 stycznia 2015

DRAMAT PIWNIC WILLI JASNEGO DOMU PRZY ŚWIERSZCZA 2



Ulica Świerszcza 2, warszawskie Włochy, Willa Jasny Dom. Tuż obok stacja kolejowa oraz rozległy park z malowniczym Pałacykiem Koelichenów. Codziennie przechodzą tamtędy setki osób. Niewielu z nich wie, że to właśnie tam, w murach tamtego budynku kilkadziesiąt lat temu, rozgrywały się dantejskie sceny, przechodzące ludzką wyobraźnię. Wchodzimy do środka. Klatka schodowa wygląda przeciętnie, niczym się nie wyróżniając i nie zdradzając nam koszmarów, jakie działy się w podziemnych pomieszczeniach budynku. Schodzimy w dół małymi wąskimi schodkami. Na pierwszy rzut oka piwniczne korytarze wyglądają jak zwykłe zaniedbane pomieszczenia. Panuje w nich półmrok, jedyne światło, jakie się tam przedostaje pochodzi z małych żarówek albo piwnicznych okienek. Ale w czasach, do których zaraz powrócimy, nie było nawet ich. Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy są drzwi z wyciętymi małymi "judaszami". Już one nasuwają nam na myśl, jakie mogło być ich przeznaczenie. Ale prawdziwym świadectwem horroru, jaki rozegrał się w tych murach są ściany i umieszczone na nich inskrypcje - podpisy, rysunki, kalendarze, pełne lamentu błagania o pomóc - których niemy krzyk zaczyna się odbijać niczym echo...  

Inskrypcja na drzwiach jednej z cel. 


Fot. pobrane stąd.
Nim opowiemy o dramacie, jaki dział się w piwnicach Willi Jasnego Domu, przyjrzyjmy się najpierw historii samego budynku. Willa przy Świerszcza 2 powstała w 1934 roku na zamówienie Franciszka Kosteckiego, ówczesnego Burmistrza podwarszawskich Włoch. Usytuowana w pobliżu rozległego parku Kombatantów i stacji kolejowej Warszawa Włochy, posiada wyraźne akcenty modernistycznego stylu. W maju 1936 roku przeszła na własność notariusza z Pabianic, Józefa Kasperkiewicza, przodka obecnych właścicieli, w którym cztery lata później zamieszkał wraz z żoną Wandą z Witoszyńskich oraz dziećmi Ireną i Mieczysławem, w mieszkaniu na drugim piętrze budynku. Wojnę kamienica przetrwała bez większych zniszczeń. 

W 1945 roku, 29 stycznia, po wkroczeniu wojsk sowieckich do Warszawy, z rozkazu Wojennego Komendanta Miasta Włochy, majora Puszkowa, cała rodzina została zmuszona do opuszczenia swojej własności i całego dotychczasowego dorobku. Jak się później okazało - na zawsze. I w tym miejscu zaczyna się dramatyczna historia kamienicy. 

Stała się ona bowiem pierwszą siedzibą Głównego Zarządu Informacji Naczelnego Dowództwa Ludowego Wojska Polskiego. Rosjanie utworzyli w jej piwnicach cele więzienne, gdzie w nieludzkich warunkach przetrzymywano i torturowano aresztantów - żołnierzy Armii Krajowej oraz podejrzanych o niechęć do nowej władzy. Po opuszczeniu budynku przez sowietów, willę zajęło polskie wojsko. Nie znamy dokładnej daty, kiedy miało to miejsce, ale szacuje się, że musiał to być koniec lat 50. albo początek 60. Następnie budynek trafił pod władanie miasta, które przeznaczyło go na mieszkania komunalne. Spadkobiercy przedwojennych właścicieli, po długich i ciężkich staraniach odzyskali budynek dopiero w 1992 roku.


Willa Jasny Dom, ul. Świerszcza 2, Warszawa Włochy, 2015 r.

Jak to się w ogóle stało, że odkryto, jakie tajemnice kryją piwniczne mury? Choć mieszkańcy kamienicy musieli poznać te tajemnice już wcześniej, o tym, że ujrzały one światło dzienne zadecydował tak naprawdę przypadek. Pewnego listopadowego dnia 2000 roku współwłaścicielka budynku, Pani Marlena Piekarska-Olszówka, zeszła wraz mamą, Panią Jolantą Piekarską, do piwnic, aby pożyczyć od jednej z lokatorek węgiel. Ściany tamtejszej kwatery zaklejone były gazetami, podobno w celu zachowania ładu i porządku. Jednak część gazet była naderwana i wtedy to, oczom właścicieli, ukazał się pierwszy z odkrytych napisów "BÓG HONOR OJCZYZNA". To był przełomowy moment, który stał się zalążkiem dalszych poszukiwań i walki o to miejsce. W trakcie zrywania kolejnych gazet okazało się, że wyrytych w murach napisów jest coraz to więcej... 


Korytarz piwnic przy Świerszcza 2
W piwnicach urządzono 22 cele oraz dwa karcery pod schodami. Na piętrach znajdowały się pokoje przesłuchań i biura. Cele miały po kilka metrów kwadratowych. W karcerach było jeszcze gorzej, gdyż tam aresztowani mogli wyprostować się stojąc tylko przy drzwiach, gdzie mogły zmieścić się góra trzy, cztery osoby. W piwnicach zachowały się również oryginalne drzwi z tamtego okresu. Przez otwór wycięty w ich górnej części podawano znikome porcje żywności. Ze wspomnień przebywających tam więźniów wiemy, iż dzienną porcję stanowił mały kawałek chleba oraz rozgotowane w wodzie otręby zbożowe. Tuż poniżej wspomnianego otworu w drzwiach, znajdowały się małe wycięte kwadraty, które służyły za tzw. "judasze" do obserwowania aresztowanych. Cele były zupełnie pozbawione światła. Jeśli nawet były wyposażone w małe okienka zostały one zastawione workami z piaskiem, co w zupełności odgradzało od jakiegokolwiek kontaktu ze światem. Może to między innymi dlatego, niektóre rysunki odnalezione na ścianach przedstawiały słońce. Wśród nich można było też znaleźć rysunki kota, serca,  a nawet ludzkiej twarzy - jedno z najświeższych odkryć. 


Inskrypcje na ścianach i drzwiach przedstawiały różnego
rodzaju rysunki i kalendarze.
Bardzo często inskrypcje na ścianach i drzwiach przedstawiały kalendarze kreskowe albo krzyżykowe. Był to jedyny sposób, dla zachowania przez więźniów jako takiej rachuby czasu. Największe wrażenie robią błagalne napisy typu "Jezu wyratuj" albo takie, jak wspomniany wcześniej "Bóg, honor, ojczyzna". Świadczą one o tym, jak mimo tych nieludzkich warunków bytu, silna była wiara religijna i patriotyczna przetrzymywanych. Napisy aresztowani wykonywali wszystkim, co mieli pod ręką. Pomiędzy cegłami odnaleziono, druty, gwoździe, a nawet stalówkę. Niestety napisy z biegiem lat coraz bardziej się zacierają. Kilka z nich można odnaleźć jedynie poprzez zastosowanie silnego podświetlenia. Niektóre z przylegających do siebie cel mają zachowane w murach małe otwory, za pośrednictwem których aresztowani mogli się między sobą komunikować. W jednej z cel dla symbolu wysypana została słoma. Więźniowie bowiem nie mieli nawet prycz, spali po prostu na podłodze, co wiemy ze wspomnień jednego z więźniów, którego tożsamość udało się ustalić. 

Szacuje się, że przez areszt przeszło łącznie około tysiąca więźniów. Ustalenie tożsamości chociaż kilkunastu z nich jest dużym sukcesem. I tak na przykład, na podstawie odnalezionych inskrypcji z podpisami oraz innych dokumentów wiemy, iż przebywał tam m.in. działacz narodowy, partyzant i konspirator, późniejszy przywódca PAX-u, Bolesław Piasecki. Bogumił Kozłowski, Ludwik Mikosz, zastępca komendanta głównego AK gen. Emil Fieldorf "Nil", Edward Wysocki, Józef Tarapata, Stanisław Pisarek. Były też osoby, które udało się odnaleźć i poznać. Należeli do nich Pan Ludwik Molik i Pani Alina Kosińska, zaangażowana ówcześnie w działalność Wojskowej Służby Kobiet, a także współpracująca z leśnymi oddziałami AK. Pani Alina odwiedziła nawet willę i była w stanie wskazać celę, w której przebywała oraz pokój, w którym była torturowana, a gdzie dziś mieści się prywatne mieszkanie. Wiele z jej wspomnień dotyczących tego miejsca, możemy przesłuchać wśród materiałów udostępnionych przez Archiwum Historii Mówionej, dostępnych tutaj

A oto jak wyglądy wnętrza cel...


Jedna z najmniejszych cel, tzw. karcer

Tutaj przynajmniej dało się już wyprostować. Po lewo widać drzwi z "judaszem"

A tutaj jedna z największych cel, ze ścianą o największej ilości inskrypcji.

Dlaczego akurat Willa Jasny Dom? Armia Czerwona wybrała Włochy na swoją główną siedzibę. Teren ten nie był zbyt zniszczony po wojnie, poza tym sam budynek liczył sobie dopiero dziewięć lat. Było to również miejsce dość trudne do zlokalizowania. Do piwnicy wjeżdżało się z tyłu domu, przejeżdżając przez sad. Sami więźniowie nie mieli pewności, gdzie zostali przewiezieni. Jedynym znakiem, który mógłby im w jakiś sposób nasuwać miejsce pobytu, były dźwięki dochodzące ze stacji kolejowej - ich nie dało się zagłuszyć. Jak na siedzibę dla aresztu było to miejsce idealne. 


W roku 2006 na południowo-zachodniej elewacji budynku umieszczono tablicę pamiątkową ku czci więzionych w nim patriotów. Trzy lata później willa przy Świerszcza 2 wpisana została do rejestru zabytków.  W roku 2013 powstała Fundacja Willa Jasny Dom, która do dziś sprawuje opiekę nad tym miejscem i stara się upowszechniać historię, którą skrywają mury tego domu. Nie jest to jednak łatwe. Co więcej, zadziwiająco małe jest zainteresowanie instytucji odpowiadających za pamięć historyczną. Wiele piwnic do dziś stoi nieuporządkowanych, czekając na swoją kolej. 


Byłą katownię przy Świerszcza 2 można zwiedzać, kontaktując się uprzednio z Fundacją Willa Jasny Dom. Kontakt można znaleźć tutaj. Obecnie można również zwiedzić, znajdującą się w jednym z pomieszczeń piwnic, wystawę "Krzyk murów", gdzie dodatkowo udostępniono archiwalną dokumentację dotyczącą tego miejsca oraz historyczne eksponaty. 
                                      
Jeden z historycznych eksponatów wystawy "Krzyk murów

A tutaj jeden z eksponatów znaleziony bezpśrednio
w jednej z cel Jasnego Domu
Więcej zdjęć wnętrza piwnic Jasnego Domu można znaleźć w specjalnie poświęconym mu albumie na naszym fanpage'u na Facebooku. Należy też wspomnieć, że nie jest to jedyne tego typu miejsce na terenie Warszawy, choćby poprzez istnienie takich adresów jak Strzelecka 8 czy, położona nieopodal Świerszcza 2, Cienista 14 i 16, ale o nich opowiemy już innym razem.